Polskojęzyczni gestapowcy (później ubecy) na polskim Pomorzu

Wielka polityka, realny (euro)socjalizm, historia i teraźniejszość...

Polskojęzyczni gestapowcy (później ubecy) na polskim Pomorzu

Postprzez Dagome Sędzia » 24 lis 2010 20:29

Ciekawy artykuł z "Najwyższego Czasu!" (nr 47 z 24.XI.2007 r.)
"Polskojęzyczne Gestapo"

Kaszuby doczekały się w końcu swojego człowieka na czele polskiego rządu. Ta niewielka stosunkowo grupa etniczna (naród? wspólnota? plemię?) doświadczyła w ostatnim stuleciu wielu krzywd i upokorzeń. Zadziwiające, jak w pewnym okresie wokół nich splotły się wspólne interesy zbrodniarzy z Moskwy i Berlina.

Wszystko zaczęło się niemal nazajutrz po werdykcie wersalskim. Członkowie szacownych, kongresowych komisji, którzy z mozołem wykreślali nowe granice w Europie, zapewne nie bardzo wiedzieli, kto to są ci Kaszubi i gdzie żyją. Faktem jest, że Pomorze Gdańskie, nadwiślańskie, przyznali odrodzonej Polsce. Po 150 latach - Prusacy zagarnęli Pomorze już w pierwszym rozbiorze - większość Kaszubów stała się obywatelami polskimi.
Niemcy w żaden sposób nie mogli się z takim stanem rzeczy pogodzić. Utrata Prus Zachodnich oznaczała fizyczne odcięcie enklawy wschodniopruskiej od głównego organizmu Rzeszy. Oprócz względów gospodarczych i politycznych, największą rolę odegrały sentymenty. Pamiętajmy, że dla przeciętnego Niemca Danzig (Gdańsk) czy Bromberg (Bydgoszcz) znaczy tyle, co dla Polaka Wilno czy Nieśwież - kresowe, wysunięte placówki niemczyzny, gdzie miecz i pług germańskiego osadnika z mozołem niósł zachodnią cywilizację.

Forster wchodzi do gry...
W roku 1930, a więc na trzy lata przed dojściem Hitlera do władzy w Niemczech, szefem NSDAP w Gdańsku został Albert Forster. Ten młody ideowiec miał wówczas zaledwie 28 lat i od razu raźno zabrał się do roboty. Cele organizacji były jasne: przywrócić Prusy Zachodnie Niemcom. Od 1933 roku wszystko nabiera rozpędu. Od mniej więcej 1935 roku Forster na terenie polskiego Pomorza zaczyna tworzyć siatkę agentów. Stawia im bardzo wysokie wymagania: oprócz fanatycznych hitlerowskich przekonań, warunkiem jest biegła znajomość języka polskiego i mowy kaszubskiej. Dlatego polski kontrwywiad nazwie tę rozbudowaną sieć agentów i konfidentów Gestapo "polskojęzyczną grupą Gestapo". Polskojęzyczna grupa Gestapo była finansowana przez Deutsche Stiftung, podobnie jak mniejszość niemiecka na terenie Pomorza.

...a zaraz potem Jagoda
Zadziwiające jest, jak szybko operacyjne kontakty z tworzącym się dopiero gdańskim oddziałem Gestapo, nawiązało okrzepłe już w bojach sowieckie NKWD. Do pierwszych kontaktów na szczeblu lokalnym doszło już w 1935 roku. W grudniu tegoż roku w Oliwie doszło do spotkania Forstera z Karolem Radkiem. Ten prominentny działacz bolszewicki, nota bene polski Żyd spod Tarnowa, był szefem sowieckiej delegacji, w skład której wchodził również niejaki Bolesław Biernacki. Ten ostatni już wtedy posługiwał się zmyślonym nazwiskiem Bolesław Bierut. Pogłoski, jakoby był agentem sowieckiego wywiadu, okazały się nieprawdziwe. Bierut był etatowym oficerem NKWD i służył w randze pułkownika. Co było celem tych kontaktów? Tego łatwo się domyślić - rozpracowanie środowiska polskich Kaszubów na wypadek planowanej aneksji Pomorza.

Ramię w ramię
Sowieci i Niemcy realizowali te wytyczne wspólnie, praktycznie bez przerwy, aż do 1945 roku (a de facto nawet o wiele później). Nie jest prawdą, że funkcjonariusze polskojęzycznej grupy Gestapo nawiązali kontakty z Sowietami ze strachu, pod wpływem klęsk Wehrmachtu. Nawet w latach 1941-1943, czyli w okresie największej wrogości rosyjsko-niemieckiej, towarzyszącej sukcesom militarnym Niemców, współpraca, choć na nieco niższym szczeblu, miała miejsce. Ofiarami tej gry stali się polscy patrioci - przede wszystkim członkowie Tajnej Organizacji Wojskowej "Gryf Pomorski". Gryfowcy, choć uznawali autorytet Rządu Polskiego w Londynie i Naczelnego Wodza, nie wstąpili do AK i zachowywali polityczną i wojskową autonomię. Wynikało to z faktu, że zapleczem politycznym "Gryfa" było potężne na Pomorzu Stronnictwo Narodowe, niechętne raczej lewicowemu skrzydłu AK. Z tego też powodu "Gryf" stał się celem numer jeden dla "oswobodzicieli".

"Wyzwolenie"
Poczynając od połowy 1944 r. Rosjanie dokonują zrzutów zwiadowczych grup desantowych na teren Borów Tucholskich. Okazuje się jednak, że zwiadowcy nie mają na celu walki z Niemcami. Zadaniem ich jest tylko inwigilacja "Gryfa". Interesują się strukturami organizacyjnymi, zbierają dane o ich przełożonych i przywódcach, sondują ich zapatrywania polityczne. Sowieci wiedzą, że na Pomorzu działa liczna, patriotyczna konspiracja niepodległościowa, skupiona wokół "Gryfa Pomorskiego" - organizacja katolicka i mocno narodowa. Wiedzą, że popierana jest ona przez miejscową ludność, a na jej czele stoi "walczący ksiądz". Sowieci słusznie sądzili, że "Gryf Pomorski" będzie przeszkodą we wprowadzeniu komunizmu w Polsce i należy go zlikwidować. Scenariusz sowieckich działań jest znany: likwidacja przywódców "Gryfa" i skompromitowanie ich w oczach społeczeństwa. Część aresztuje się, innych wywiezie w głąb Rosji, resztę zastraszy, pozostałych zmusi do współpracy na podanych warunkach. Aby nie dopuścić, by gryfowcy stali się bohaterami w walce z okupantem, trzeba było im postawić fałszywy zarzut współpracy z Niemcami. Na początku maja 1944 r., pomimo zachowania wszelkich zasad konspiracyjnych, został aresztowany Józef Bigus, żołnierz bardzo zasłużony dla "Gryfa". Przewieziono go do obozu koncentracyjnego "Stutthof", skąd nigdy nie wrócił. Po wkroczeniu Armii Czerwonej na Pomorze, UB wspólnie z NKWD dokonywało aresztowań gryfowców, w tym wielu z kierownictwa. Część została zamordowana, a setki innych wywieziono na Sybir, skąd już nigdy nie wrócili. Nie było nawet pozorów sądów, ani procesów pokazowych, tak jak to miało nieraz miejsce w przypadku AK. Gryfowców wyprowadzano z domów i mordowano w lasach lub skrytobójczo na przesłuchaniach w siedzibach UB. Rodziny nigdy ciał nie odnalazły. Tak zginął dokumentalista i kronikarz "Gryfa" Jan Gończ z Kościerzyny, jak również komendant naczelny pionu wojskowego (od marca 1943 r. do końca wojny) por. inż. Grzegorz Wojewski. W taki sam sposób zginęło wielu innych.

Z Gestapo do UB
Albert Forster jeszcze w 1945 roku został schwytany przez Aliantów na terenie Danii. Zgodnie z założeniami prawa międzynarodowego, przekazano go Polsce. Prawdopodobnie to uratowało mu życie. Forster trafił przecież w ręce dawnych kolegów! Prezydentem nowej Polski został Bolesław Bierut. Jak bardzo zdziwić się musiał gauleiter Prus Zachodnich. Wyrok śmierci wydał na niego sąd PRL w 1950 roku, ale prawdopodobnie żył jeszcze długie lata w polskim więzieniu, gdyż do dziś w archiwach nie odnaleziono dowodów na wykonanie wyroku - choćby aktu zgonu. Losy podwładnych Forstera były mniej nieszczęśliwe. Sowieci byłych gestapowców płynnie przekwalifikowali na aparatczyków NKWD i tworzącego sie w Polsce UB. Nikt przecież, tak jak oni, nie znał środowisk niepodległościowych na Pomorzu. Przykładem są choćby powojenne losy przywódcy polskojęzycznej grupy Gestapo, Aleksandra Arendta. W 1939 roku został szefem NSDAP na powiat kościerski, zaś już w 1947 r. komuniści mianują go starostą Kościerzyny, potem jest jeszcze komendantem MO w Kartuzach. Po wizycie w Kościerzynie Bierut zabiera do Warszawy innego członka polskojęzycznej grupy Gestapo, Heinricha Kassnera vel Jana Kaszubowskiego. To już wręcz sensacyjny przykład kariery byłego gestapowca w komunistycznej Polsce. Kassner w czasie wojny był inspektorem Gestapo w Gdańsku, prywatnie szwagrem wspomnianego Aleksandra Arendta. W 1948 roku, w Warszawie, UB zmienia mu tożsamość i staje się on Hansem Kassnerem. Zostaje doradcą samego Bieruta i pracuje w UB. Zmiana tożsamości Heinricha Kassnera na Hansa Kassnera była konieczna, ponieważ na Zachodzie Heinrich Kassner był poszukiwany jako bardzo groźny zbrodniarz wojenny. Komuniści nie mogli wydać Zachodowi poszukiwanego zbrodniarza, jednocześnie przyjaciela Bieruta, najbliższego współpracownika, tak zasłużonego dla sowieckiego okupanta. Według nowej, upozorowanej wersji życiorysu, Heinrich Kassner był bardzo zasłużonym komunistą, przeciwnikiem Hitlera i zaraz na początku wojny został aresztowany przez hitlerowców i zginął w niemieckim obozie Sachsenhausen-Oranienburg. Potwierdzenie jego śmierci na piśmie otrzymała jego żona. Heinrich Kassner był tak bardzo zasłużony dla Polski Ludowej, że jego żona, która mieszkała w Polsce - teraz oficjalnie wdowa Weronika Kassner - otrzymała po nim rentę rodzinną na siebie i dzieci, którą pobierała już od lat czterdziestych (ponieważ według fałszywych informacji w życiorysie, Heinrich Kassner już nie żył). W 1954 r., po zmianie przez Heinricha Kassnera tożsamości, odbył się całkowicie upozorowany przez UB w Gdańsku proces. Skazano go na dożywocie. W 1957 r. złagodzono mu karę do 12 lat więzienia. W 1958 r. został zwolniony z "więzienia". W latach 1958-1968 współpracował z byłymi ubowcami, którzy teraz znaleźli się w SB. W 1968 r. Heinrich Kassner nagle "ożył" - wrócił do swego dawnego nazwiska. Od polskich władz otrzymał zasłużoną, bardzo wysoką emeryturę i wyjechał na stałe do Niemiec razem z żoną.
PS. Złożony w 2000 r. wniosek o ściganie przywódców polskojęzycznej grupy Gestapo: Aleksandra Arendta i Heinricha Kassnera vel Hansa Kassnera vel Jana Kaszubowskiego, został przez Instytut Pamięci Narodowej odrzucony. Decyzja IPN spotyka się z licznymi protestami i oburzeniem środowisk kombatanckich na całym Pomorzu.


Marek Skalski
Dagome Sędzia
 
Posty: 2819
Dołączył(a): 10 sty 2010 19:40

Re: Polskojęzyczni gestapowcy (później ubecy) na polskim Pomorzu

Postprzez Dagome Sędzia » 24 lis 2010 20:39

Jeszcze jeden artykuł o polskojęzycznej grupie Gestapo na Pomorzu (z tygodnika "Głos")
Korzenie i dalsze losy polskojęzycznej grupy szpiegów Gestapo-NKWD w Gdańsku

Polacy, Kaszubi, Niemcy i komuniści

Albert Forster był jednym z najważniejszych funkcjonariuszy hitlerowskich i zaufaną osobą Hitlera. Mając 28 lat, w 1930 r., zostaje szefem NSDAP w Gdańsku (NSDAP uznana została w Procesie Norymberskim winna zbrodni wojennych i zbrodni przeciwko ludzkości). W latach 1939-1945 był A. Forster namiestnikiem – Gaulaiterem - tzw. Prowincji Gdańsk-Prusy Zachodnie. Był on największym zbrodniarzem na Kaszubach i Pomorzu. Już we wrześniu zorganizował KL Stutthof i Piaśnicę. Działania te były zgodne z dyrektywami Paktu Ribbentrop-Mołotow. Za zasługi dla Rosji, po fikcyjnym procesie w Polsce, został uwolniony. Jak do tego doszło?

Odzyskanie po I wojnie światowej przez Polskę Pomorza spowodowało odcięcie od Niemców enklawy pruskiej, która po I wojnie światowej nie została jeszcze zlikwidowana. To właśnie tu, w Gdańsku, pojawiają się pierwsze próby rewizji Traktatu Wersalskiego. Sprawa ta nabiera rozmachu, kiedy Hitler dochodzi do władzy w 1933 r. Funkcje przygotowania odpowiednich kadr do szpiegowskiej działalności na Pomorzu powierza Hitler osobiście zaufanemu Forsterowi.


Szpiedzy Hitlera


A. Forster tworzy grupę szpiegów niemieckich wywodzących się z Pomorza. Stawia im bardzo wysokie wymagania, oprócz fanatycznych hitlerowskich przekonań, warunkiem jest biegła znajomość języka polskiego i mowy kaszubskiej. Dlatego pułkownik Ludwik Muzyczka, twórca "Sieci dywersji pozafrontowej" oraz "Strzelca" na Pomorzu i w Wolnym Mieście Gdańsk w połowie lat trzydziestych, nazywa te rozbudowaną sieć agentów i konfidentów Gestapo - tzw. polskojęzyczna grupa Gestapo. Polskojęzyczna grupa Gestapo była finansowana przez Deutsche Stiftung, podobnie jak mniejszości niemieckie na terenie Pomorza.

W 1935 r. w Wolnym Mieście Gdańsk, w Oliwie, doszło do zacieśnienia współpracy wywiadów Hitlera i Stalina, to jest polskojęzycznej grupy Gestapo i NKWD, której celem była likwidacja państwa polskiego. Należy tu podkreślić, że cały szereg osób, które zajmują się historia Pomorza, szczególnie w latach 1919-1945 podaje, że dopiero po Stalingradzie, to jest około 1943 r. część gestapowców, widząc klęskę Hitlera, przeszła na współpracę z NKWD. Legendarna łączniczka "Gryfa", Agnieszka Pryczkowska i profesor Alfons Pryczkowski, w swej książce pt. "Tajna Organizacja Wojskowa Gryf Kaszubski-Pomorski, Geneza, Obsada personalna w kierownictwie, Prześladowania powojenne" wyjaśniają te okoliczności. Jako świadkowie historii stwierdzają również, że polskojęzyczna grupa Gestapo współpracowała z NKWD od co najmniej 1935 r. poprzez wspólny napad na Polskę w 1939 r., do 22 czerwca 1941, do uderzenia Niemiec na Rosję.


Radek, Bierut i inni szpiedzy Moskwy


Po 1941 r. ta współpraca między wywiadami Gestapo i NKWD była kontynuowana na niższych lokalnych szczeblach.

Po wojnie część Gestapo przeszło do NKWD i UB, dalej ścigało i likwidowało Stronnictwo Narodowe, narodowo-katolicki "Gryf" oraz AK (zobacz: Myśl Polska - Ziemie Zachodnie, 13 styczeń 2005, artykuł red. Waldemara Reksc pt.: "Dokąd zmierza Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie): Początkiem Paktu Ribbentrop-Mołotow były rozmowy prowadzone na przełomie 1935/36 roku w Gdańsku-Oliwie przez Karola Radka z NKWD (był to polski Żyd z Tarnowa, gdzie ukończył gimnazjum z nazwiskiem Sobelson, bliski współpracownik W. Lenina, należał do Rady Komisarzy Ludowych), konsultant ds. międzynarodowych partii bolszewickiej - z pułkownikiem SS Walterem Nicolaiem, doradcą zastępcy Hitlera, Rudolfa Hessa. "Można powiedzieć z całą odpowiedzialnością, ze Katyń narodził się w Gdańsku, jako pokłosie tego zbrodniczego Paktu Ribbentrop-Mołotow" - stwierdził profesor Stanisław Świaniewicz, świadek historii, który przeżył zbrodnię katyńską (zob. dwutygodnik katolicki "W RODZINIE" nr 1/215, 11 stycznia 2004 r.; Chojnice).

Należy podkreślić, że w przygotowaniu tego spotkania w Gdańsku-Oliwie brał udział pułkownik NKWD B. Bierut, który mieszkał wtedy w majątku Wernera Modrowa z NSDAP (w miejscowości Modrowo-Nygucie). B. Bierut współpracował również z Ernestem Gunterem Modrow (kuzynem Wernera Modrow), szefem NSDAP na powiat kościerski, który mieszkał w Bączku.

Po wojnie w 1952 r., z okazji 60-tej rocznicy urodzin B. Bieruta, w ramach zacierania zbrodni polskojęzycznej grupy Gestapo, majątek W. Modrow został nazwany imieniem Bieruta - Bolesławowo. Pomimo licznych protestów kombatantów nazwa Bolesławowo istnieje do dziś (w Polsce istnieje ustawowy zakaz gloryfikowania nazizmu i komunizmu - w przypadku używania nazwy Bolesławowo mamy do czynienia jednocześnie z gloryfikowaniem nazizmu i komunizmu razem; to samo przestępstwo zachodzi w przypadku honorowego obywatelstwa B. Bieruta miasta Kościerzyna).

Spotkanie tej rangi na przełomie 1935/1936 r. w Gdańsku Oliwie organizował sam Forster, szef NSDAP w Gdańsku. Ta współpraca w okresie wielkiej przyjaźni między Hitlerem a Stalinem, uwieńczona Paktem Ribbentrop-Mołotow i wspólną agresją na Polskę w 1939 roku miała wpływ na losy A. Forstera, który po 1945 r. został schwytany (w Danii) przez aliantów zachodnich i wydany Polsce, na terenie której popełnił zbrodnie. Jak wiadomo, Polska była tylko narzędziem w rękach rosyjskich. Ta okoliczność sprawiła, że A. Forster w Polsce dostał się w ręce dawnych swoich współpracowników z NKWD (między innymi B. Bieruta). A. Forster znał okoliczności powstania Paktu Ribbentrop-Mołotow, wiedział, kto był personalnie organizatorem tego zbrodniczego paktu, wiedział, kto zamordował polskich oficerów w Katyniu, dlatego nie mógł mu tu w Polsce spaść "włos z głowy" (wyrok śmierci wydany na A. Forstera w 1950 r. z dużym prawdopodobieństwem nie został wykonany - brak aktu zgonu).

We wrześniu 1939 r., jeszcze przed wkroczeniem wojsk niemieckich do Kościerzyny, członek polskojęzycznej grupy Gestapo, Ernest Gunter Modrow, współpracownik Bieruta, stanął na czele hitlerowskiej administracji państwowej i partii NSDAP na powiat kościerski. Witał kwiatami wkraczające do Kościerzyny wojska niemieckie.


Heinrich vel Hans wciąż pod ochroną?


Natomiast inny przywódca polskojęzycznej grupy Gestapo, Aleksander Arendt, został starostą Kościerzyny w 1947 r. - w tym to roku nadano B. Bierutowi honorowe obywatelstwo Kościerzyny. W czasie tego pobytu w Kościerzynie B. Bierut uwiarygodniał polskojęzyczną grupę Gestapo, przemianowaną teraz na UB, poprzez odznaczenie licznymi medalami między innymi Jana Szalewskiego. Po wyjeździe z Kościerzyny w 1947 r. B. Bierut zabiera do Warszawy innego członka polskojęzycznej grupy Gestapo, Heinricha Kassnera, vel Jana Kaszubowskiego, w czasie wojny Inspektora Gestapo Gdańskiego, szwagra Aleksandra Arendta. W Warszawie członkowie UB zmieniają mu tożsamość i zostaje on Hansem Kassner. Został tam uhonorowany i ubogacony za wymordowanie na całym Pomorzu wspólnie z całą polskojęzyczną grupą Gestapo setek Polaków, głównie ze Stronnictwa Narodowego, "Gryfa", Polskiego Związku Zachodniego i AK. Zostaje doradcą B. Bieruta i pracuje w UB. Zmiana tożsamości Heinricha Kassnera na Hansa Kassnera była konieczna, ponieważ na Zachodzie Heinrich Kassner był poszukiwany jako bardzo groźny zbrodniarz wojenny. B. Bierut nie mógł wydać na Zachód poszukiwanego zbrodniarza, swego przyjaciela, najbliższego współpracownika, tak zasłużonego dla sowieckiego okupanta w zniewalaniu Narodu Polskiego. Według nowej upozorowanej wersji życiorysu, Heinrich Kassner był bardzo zasłużonym komunistą, przeciwnikiem Hitlera i zaraz na początku wojny został aresztowany przez hitlerowców i zginął w niemieckim obozie Sachsenhausen-Oranienburg. Potwierdzenie jego śmierci na piśmie otrzymała jego żona. Heinrich Kassner był tak bardzo zasłużony dla Polski Ludowej, że jego żona, która mieszkała w Polsce - teraz wdowa Weronika Kassner, otrzymała po nim rentę rodzinną na siebie i dzieci, poczynając od lat czterdziestych (ponieważ według fałszywych informacji w życiorysie, Heinrich Kassner już nie żył). W 1954 r., po zmianie przez H. Kassner tożsamości odbył się całkowicie upozorowany przez UB w Gdańsku proces - skazano go na dożywocie. W 1957 r. złagodzono mu karę do 12 lat wiezienia. W 1958 r. został zwolniony z "więzienia". W latach 1958-1968 współpracował z byłymi ubowcami, którzy teraz znaleźli się w SB. W 1968 r. Heinrich Kassner nagle "ożył", wrócił do swego dawnego nazwiska. Od polskich władz otrzymał zasłużoną, bardzo wysoką emeryturę i wyjechał na stałe do Niemiec, razem z żoną.

Złożony w 2000 r. wniosek o ściganie przywódców polskojęzycznej grupy Gestapo: Aleksandra Arendta i Heinricha Kassnera, vel Hansa Kassnera, Jana Kaszubowskiego, został przez Instytut Pamięci Narodowej - Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu - odrzucony. Postanowienie to miało na celu obronę polskojęzycznej grupy Gestapo-NKWD. Decyzja IPN spotyka się z licznymi protestami i oburzeniem środowisk kombatanckich na całym Pomorzu.


R. SKOROWSKI

Współpraca: K. Wesołek

http://www.glos.com.pl/Archiwum_nowe/Ro ... torii.html
Dagome Sędzia
 
Posty: 2819
Dołączył(a): 10 sty 2010 19:40

Re: Polskojęzyczni gestapowcy (później ubecy) na polskim Pomorzu

Postprzez Dagome Sędzia » 24 lis 2010 20:50

V-kolumna tzw. polskojęzycznej grupa Gestapo
przed Sądem Organizacyjnym Tajnej Organizacji Wojskowej "Gryf Pomorski"


1 września minęła 70 rocznica wybuchu II wojny światowej i powołania Tajnej Organizacji Wojskowej “Gryf Kaszubski” (przemianowanej 6.07.1941 na “Gryf Pomorski”), powstałej na zalążku przedwojennej konspiracyjnej sieci Dywersji Pozafrontowej.

TOW “Gryf Kaszubski” został powołany w Czarlinie na Pomorzu w gospodarstwie Gierszewskich na zebraniu organizacyjnym, w którym brało udział pięć osób:

- por. Józef Dambek – wybitny polski konspirator, nauczyciel
- Józef Gierszewski – rolnik z Czarlina
- Jan Gierszewski (syn Józefa) – rolnik z Czarlina
- Klemens Bronk - rolnik z Czarlina
- Bronisław Brunka – do wybuchu wojny wójt gm. Stężyca

Deklaracja ideowa Gryfa głosiła, że ''Głównym celem Tajnej Organizacji Wojskowej “Gryf Pomorski” jest wyzwolenie Ojczyzny i Kościoła Katolickiego z niemieckiego brunatnego faszyzmu i sowieckiej czerwonej zarazy.''

Gryf był integralną częścią systemu obronnego Polski przedwrześniowej; posiadał wiele pionów. Ważnym pionem w jego strukturze był Sąd Organizacyjny TOW “Gryf Pomorski”, który wydawał wyroki w imieniu Państwa Polskiego. Przewodniczącym Sądu Organizacyjnego był sędzia - porucznik TOW "Gryf Pomorski" o pseudonimie “Biały”. W Gryfie, podobnie jak i w innych organizacjach niepodległościowych, w czasie wojny i po roku 1945 wyroki śmierci wydawano tylko za za zdradę stanu - współpracę z okupantami Polski: Niemcami i Sowietami.

Gryf był częścią ruchu narodowego na Pomorzu Gdańskim, a w jego programie było przywrócenie Polsce całego Pomorza łącznie z Rugią i Meklemburgią i – repolonizacja tych terenów.

Według naocznych świadków – braci Henryka i Zygmunta Bińczyków sędzia “Biały” był zaprzysiężony w Gryfie na początku 1942 r. przez twórcę i dowódcę Gryfa por. Józefa Dambka w Sztabie Dowódcy, mieszczącym się wówczas w leśniczówce “Młynek” koło Brus, należącej do Bińczyków.

Badania prowadzone przez Zespół ds. Upamiętniania Etosu TOW “Gryf Pomorski” pozwoliły na ustalenie szczegółów biografii "Białego", m.in. jego funkcji w Gryfie, a przede wszystkim prawdziwego nazwiska: Władysław Ostrowski.

Sędzia Władysław Ostrowski syn Jana i Leokadii urodził się 13 września 1916 r. we wsi Raduń w pow. Kościerskim na Pomorzu. Pochodził z patriotycznej rodziny – ojciec Jan Ostrowski (tak jak i Jan Gończ) był żołnierzem gen. Józefa Hallera i z błękitną armią na przełomie 1919 i 1920 r. wyzwalał Pomorze. Następnie w 1920 r. był ochotnikiem z Kościerzyny w wojnie polsko-bolszewickiej. Z Janem Gończem brał udział w decydującej bitwie na przedpolach Warszawy pod Radzyminem i Ossowem w czasie "Cudu nad Wisłą" 15 sierpnia. Ranny w bitwie stał się inwalidą wojennym, co jest wymiernym świadectwem polskiego patriotyzmu Kaszubów..

W. Ostrowski w 1936 r. ukończył Państwowe Gimnazjum typu klasycznego w Kościerzynie. W latach 1936-1939 studiował na Uniwersytecie Poznańskim na Wydziale Prawa. Studiów nie mógł ukończyć z powodu wybuchu wojny, miał już jednak przygo- towaną pracę magisterką z zakresu prawa kościelnego, którą obronił zaraz po wojnie.

W czasie okupacji przez trzy lata ukrywał się pod ziemią (zał. 1.) Wprowadzającym go do Gryfa był Jan Gończ, który przed wojną prowadził w Kościerzynie kancelarię prawniczą. Władysław Ostrowski posiadający przygotowanie prawnicze został, na wniosek J. Gończa powołany przez Radę Naczelną TOW “Gryf Pomorski” na przewodniczącego Sądu Organizacyjnego Gryfa. Przewodniczył rozprawom przeciwko zdrajcom Polski, którzy współpracowali na Pomorzu z Gestapo i NKWD.

W tym okresie wywiad Gryfa podejrzewał, Józefa Gierszewskiego ps. “Ryś”(nie mylić z bohaterem Józefem Gierszewskim z Czarlina jednym z założycieli "Gryfa Kaszubskiego") i jego kochankę Halinę Kurowską o współpracę z Gestapo, w związku z czym poddano ich ścisłej obserwacji.

15 lutego 1943 r. Kurowska udająca się do Gdyni pociągiem relacji Kościerzyna-Gdynia śledzona była przez trzech wywiadowców Gryfa. W gdyńskiej restauracji dworcowej spotkała się z oficerem Gestapo Kurtem Hagemannem katem Kaszubów i przekazała mu kopertę, którą tamten schował do kieszeni marynarki. Wywiadowcy teraz przejęli Hagemanna, który udał się do kasy biletowej i kupił bilet do Wejherowa. To samo uczynili obserwatorzy, wsiadając następnie za nim do pociągu i tego samego przedziału. Za Redą na wysokości Pieleszewa, gdzie po lewej stronie ciągną się lasy, przystąpili do akcji. Józef Drewa zażądał kategorycznie od Hagemanna koperty otrzymanej od Kurowskiej. Gestapowiec sięgnął do kieszeni, lecz zamiast koperty wyciągnął pistolet. Natychmiast więc został zlikwidowany. Zabrano mu pistolet i kopertę, którą wręczyła mu Kurowska. Wywiadowcy zerwali plombę hamulcową, i kiedy pociąg zwolnił bieg, wyskoczyli, znikając w pobliskim lesie.

W kopercie znajdowały się dokumenty pisane własnoręcznie przez Józefa Gierszewskiego "Rysia" przeznaczone dla Gestapo. Ryś z Kurowską donosili w nich, gdzie kwaterują żołnierze TOW "Gryf Pomorski", wskazywali miejsca lokalizacji bunkrów, przekazywali spisy nazwisk z adresami, a także dokumentację fotograficzną mającą ułatwić rozpoznanie i pojmanie żołnierzy Gryfa. Były tam m.in. zdjęcia rodziny Bińczyków, które Gierszewski wraz z Kurowską wykradali z rodzinnych albumów Bińczyków w czasie pobytu w leśniczówce "Młynek" koło Brus u komendanta powiatu Chojnice por. Jana Bińczyka. W wyniku ich zdrady zginęło wielu leśników, w tym Jan Bińczyk, co zostało opisane przez świadków historii - Zygmunta i Henryka Bińczyków w opracowaniu pt. Józef Gierszewski ps. "Ryś" i Halina Kurowska członkowie polskojęzycznej grupy Gestapo. Wydane przez Stowarzyszenie Ofiar Wojny Oddział Pomorski oraz Stowarzyszenie Dzieci Wojny w Polsce Oddział Pomorski, Gdynia-Gdańsk 2007.

Przejęte w czasie likwidacji K. Hagemanna dokumenty wskazujące jednoznacznie na współpracę "Rysia" i Kurowskiej z Gestapo zostały przekazane do Rady Naczelnej Gryfa. Już po dwóch dniach, 17 lutego 1943 r. "Ryś" został zdegradowany do szeregowca i razem z Kurowską usunięty z Gryfa.

Dokumenty oraz inne materiały zostały skierowane do Wojskowego Sądu Organizacyjnego Gryfa, któremu przewodniczył sędzia Władysław Ostrowski. Sąd skazał "Rysia" na karę śmierci za współpracę z Gestapo i NKWD. Pluton egzekucyjny Gryfa namierzył "Rysia" w bunkrze "Dywan" pod Kościerzyną, tam go rozbroił i po odczytaniu wyroku rozstrzelał na miejscu. (Kurowskiej udało się zbiec przy pomocy Jana Kaszubowskiego i Aleksandra Arendta do Generalnego Gubernatorstwa).

Sędzia Sądu Organizacyjnego Gryfa Władysław Ostrowski pełnił w 30-tysięcznym Gryfie bardzo ważne funkcje. Bronił struktur Gryfa przed wniknięciem w jego szeregi agentów Gestapo i NKWD, których celem było rozbicie Organizacji od wewnątrz.

W okresie "wielkiej przyjaźni pomiędzy Hitlerem i Stalinem (1935-1941) działali oni wspólnie w celu podważenia Traktatu Wersalskiego i dążyli do likwidacji m.in. Państwa Polskiego. Ta ścisła współpraca między dwoma zbrodniczymi systemami sfinalizowana została Paktem Ribbentrop-Mołotow i w jego wyniku wspólnym atakiem na Polskę we
wrześniu 1939 r.

Kiedy 22 czerwca 1941 roku doszło do wojny między dwoma okupantami Polski – Niemcami i Rosją Sowiecką, część Gestapo, tzw. polskojęzyczna grupa Gestapo”, (której członkowie znali dobrze język polski) oraz NKWD na Pomorzu dalej z sobą współpracowały. Przykładem takiej współpracy był sowiecki marszałek Konstanty Rokossowski szef NKWD na Polskę, w czasach stalinowskich m.in. Minister Obrony Narodowej, który awansował Jana Kaszubowskiego vel Hansa Kassnera – kata Pomorza, byłego inspektora Gestapo gdańskiego do stopnia kapitana NKWD. Kaszubowski wkrótce objął kierownictwo Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Gdańsku. .

Agenturalną przeszłość miał także Bolesław Bierut, od 1924 r. pułkownik NKWD, który w 1947 r. mianował Kaszubowskiego swoim osobistym doradcą.

Wszyscy wymienieni byli agentami Gestapo za wiedzą ZSRR, a ich działalność była zawsze wymierzona przeciw żywotnym interesom Polski i osobom, które działały na rzecz jej niepodległego bytu.

Dlatego część polskojęzycznej grupy Gestapo, współpracująca z NKWD, pozostała w Polsce po 1945 r. i przemianowana na UB (unikając w ten sposób procesu Norymberskiego) dalej, już legalnie, pod szyldem UB mordowała kaszubskich bohaterów Gryfa.

M.in. skrytobójczo zamordowany został w Wejherowie 1946 r. por. Augustyn Westphal ostatni dowódca Gryfa, kiedy ujawnił się po pięciu latach bohaterskiej walki. Samodzielny komendant Gryfa w Grudziądzu Bernard Pawski w 1950 r. został pojmany i ze zwiazanymi na plecach rękami został utopiony w Wiśle (porównaj ze zbrodnią na ks. J. Popiełuszce).

Po wojnie prześladowania żołnierzy Gryfa przez UB i Informację Wojskową były tak silne, że Gryfowcy nie przyznawali się, że byli w Gryfie.

Władysław Ostrowski po 1945 r. został przyjęty na ostatni – IV rok prawa Uniwersytetu Poznańskiego. Kończy studia, broni pracę magistrską i w dniu 18 kwietnia 1947 r. uzyskuje tytuł magistra prawa (zał.2. i 3.).

Okres aplikacji sądowej odbywa w Sądzie Apelacyjnym w Toruniu, później pełnieni obowiązki asesora w Sądzie Okręgowym w Chojnicach, a następnie zostaje sędzią Sądu Wojewódzkiego w Bydgoszczy. Po paździeniku 1956 w czasie tzw. "odwilży" i po rozwiązaniu UB na wniosek Ministra Sprawiedliwości uchwałą Rady Państwa z dn. 23 maja 1957 r. zostaje powołany na stanowisko Sędziego Sądu Najwyższego.

Sędzia Władysław Ostrowski miał bohaterską przeszłość. Jego młodość przypadała na okres odrodzonego po okresie zaborów Państwa Polskiego. Należał do pokolenia silnie doświadczonego przez los, pokolenia Kolumbów, wychowanych w służbie Bogu i Ojczyźnie.

TOW "Gryf Pomorski" - w myśl deklaracji ideowej opracowanej przez jej twórców: por. Józefa Dambka, ks. płk. Józefa Wryczę i por. Jana Gończa - tak jak w okresie powstań narodowych w XIX w. - traktowała walkę o wyzwolenie Polski i Kościoła Katolickiego jako jeden cel działania. Nie mogło w niej zabraknąć Ostrowskiego.

Władysław Ostrowski związany był emocjonalnie z Kaszubami, a szczególnie z Kościerzyną. Często przyjeżdżał z Warszawy do swojej rodziny, a także do towarzyszy wspólnej walki w Gryfie, m.in. do braci Bińczyków. Potwierdzał, że przewodniczył Wojskowemu Sądowi Organizacyjnemu Gryfa, który wydał wyrok skazujący na zdrajcę
"Rysia" za jego współpracę z Gestapo i NKWD.

Wskutek przebywania w podziemnych bunkrach leśnych, w skrajnie trudnych warunkach - co odbiło się na jego zdrowiu – Władysław Ostrowski umiera przedwcześnie 31 października 1969 r. jako czynny sędzia Izby Karnej Sądu Najwyższego w Warszawie.

Autor artykułu w imieniu własnym i Stowarzyszenia Dzieci Wojny w Polsce pragnie serdecznie podziękować Panu Prof. dr. hab. Bronisławowi Marciniakowi – Rektorowi Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu za przekazanie kserokopii materiałów archiwalnych dotyczących studiów Władysława Ostrowskiego.

Pragniemy podkreślić, że Archiwum Uniwersytetu Adama Mickiewicza prowadzi archiwizację dokumentów na najwyższym światowym poziomie, zgodnie ze sztuką archiwizacji dokumentów.

Dziękujemy również Panu Prof. dr. hab. Lechowi Gardockiemu Pierwszemu Prezesowi Sądu Najwyższego w Warszawie za przekazanie Stowarzyszeniu obszernej dokumentacji dotyczącej Sędziego Izby Karnej Sądu Najwyższego – Władysława Ostrowskiego, która została wykorzystana w niniejszym artykule w niewielkim tylko stopniu.




Waldemar Rekść
(członek Związku ,,Solidarność” Polskich Kombatantów)
Sopot, 30 września 2009 r.
http://iskry.pl/index.php?option=com_co ... 1&Itemid=4
Dagome Sędzia
 
Posty: 2819
Dołączył(a): 10 sty 2010 19:40

Re: Polskojęzyczni gestapowcy (później ubecy) na polskim Pomorzu

Postprzez Dagome Sędzia » 24 lis 2010 23:08

Protokół sądowy z procesu o naruszenie dóbr osobistych Józefa Gierszewskiego, byłego członka Gryfa Pomorskiego, oskarżonego o współpracę z tzw. polskojęzyczną grupą Gestapo na Pomorzu:
Przedstawiamy zapis protokólarny z przebiegu kolejnego posiedzenia Sądu Okręgowego WC w Słupsku w procesie o naruszenie dóbr osobistych Józefa Gierszewskiego – mjr . Rysia i Fundacji Naji Gochë /tz/

Sygn. akt I C 112/07
PROTOKÓŁ
Dnia 29 kwietnia 2008 r. Sąd Okręgowy w Słupsku I Wydział Cywilny w składzie:
Przewodniczący SSO Maria Cichoń
Protokolant st. sekr. sądowy Elżbieta Drozd
na rozprawie rozpoznał sprawę
z powództwa Fundacja "Naji Goche-Organizacja Pożytku Publicznego" w Borowym Młynie - Zbigniew Talewski
przeciwko Wydawca i Redakcja Dwutygodnika Katolickiego "W Rodzinie"- Andrzej Mielke i Urszula Suchomska o ochronę dóbr osobistych i zapłatę.
Posiedzenie rozpoczęto o godzinie 13 :00 zakończono o godzinie 16:00. Po wywołaniu stawili się:
za powoda Prezes Zbigniew Talewski wraz z pełnomocnikiem z urzędu Krystianem Koprowskim.
Pozwany Andrzej Mielke osobiście wraz z pełnomocnikiem adw. Anną Bogucką - Skowrońską - pełnomocnictwo w aktach. Pozwana Urszula Suchomska osobiście.
Stawił się świadek Stanisław Uciński.
Sąd postanowił:
dopuścić dowód z zeznań stającego świadka Stanisława Ucińskiego na okoliczności dotyczące ustalenia źródeł wiedzy odnośnie śmierci Józefa Gierszewskiego na przełomie maja i czerwca 1943 roku -działacza Tajnej Organizacji Wojskowej „Gryf Pomorski"'.

Staje świadek pouczony o odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych zeznań Stanisław Uciński i podaje: lat 69, nauczyciel akademicki, Gdynia, obcy, n.k, pełnomocnicy stron nie wnoszą odebrania przyrzeczenia od świadka, świadek na własną prośbę po odebraniuprzyrzeczenia
zeznaje:
skończyłem trzy uczelnie. Mam wykształcenie techniczne, jestem inżynierem historii badań morskich, mam 3,5 roku studiów filozofii oraz 3,5 roku studiów pedagogicznych . Natomiast doktoryzowałem się w Morskim Instytucie Rybackim w zakresie badań morskich. Obecnie jestem na emeryturze. Pracuje społecznie i prowadzę badania nad działalnością Organizacji „Gryf Pomorski” Działalność tą prowadzę od stanu wojennego, kiedy to założyłem Tajną Organizację Zespól ds. Upamiętniania Etosu „Gryfa Pomorskiego”. Organizacja ta działa do chwili obecnej i jest częścią Stowarzyszenia Dzieci Wojny w Polsce, której jestem wiceprezesem. W ramach tego Stowarzyszenia Dzieci Wojny opublikowałem pracę naukową „Zbrodnie Katyńską”. Praca ta została opublikowana w 1000 egzemplarzach.
W tym miejscu -.świadek składa do akt publikacje zatytułowaną „Zbrodnia Katyńska”, którą to publikację przekazała mu pozwana Urszula Suchomska.

Świadek dalej zeznaje: w opracowaniu, które złożyłem do akt jest mowa o okoliczności śmierci Józefa Gierszewskiego. Na temat działalności „Gryfa Pomorskiego" ukazała się jeszcze w ramach Stowarzyszenia Ofiar Wojny O/Pomorski praca Pani Gertrudy Medyńskiej – Wojewskiej , która była szefową sztabu Komendanta Naczelnego TOW „Gryf Pomorski” w latach 1943 – 1945 oraz praca Agnieszki Pryczkowskiej i Alfonsa Pryczkowskiego opublikowana w Zespole ds. Upamiętniania Etosu TOW „Gryfa Pomorskiego”. Pracę są dostępne w wyspecjalizowanych księgarniach w takiej formie jak złożyłem do akt..
Oprócz tego w ramach Etosu „Gryfa Pomorskiego” ukazała się praca pani mgr, Urszuli Suchomskiej i Pana Zygmunta Bińczyka i Henryka Bińczyka synów Jana Bińczyka.
Wszystkie te prace przedstawiają całokształt badań nad działalnością „Gryfa Pomorskiego”.

Świadek w/w opracowania składa do akt.

Świadek dalej zeznaje: z tych badań wynika, że na terenie Pomorza działała co najmniej od 1935 roku „polskojęzyczna grupa gestapo", którą tworzyli: Albert Foster i agent gestapo oraz NKWD Bolesław Bierut.
Na podstawie badań o których jest mowa w powyższych pracach Józef Gierszewski jako ochotnik zgłosił się podczas I Wojny Światowej do niemieckiego wojska. Z tego wynika, że miał już inklinacje do zdrady narodowej. Pracując w szkole w Chełmży w okresie międzywojennym Józef Gierszewski nawiązał romans z panią Kurowską, z która potem w czasie II Wojny Światowej ukrywał się na Pomorzu przed swoją rodziną. Był to duży skandal w Chełmży, jego kochanka była o 15 lat młodsza. W sierpniu 1942 r. w miejscowości Rębienica Józef Gierszewski został przez Dambka mianowany Komendantem Naczelnym TOW „Gryf Pomorski". W jakich okolicznościach rozpoczął działalność w „Gryfie Pomorskim" nie mamy wiedzy. Najprawdopodobniej nie działał w tej organizacji. WGryfie Pomorskim" Józef Gierszewski działał tylko 4 miesiące. Był śledzony od października 1942 r. przez działaczy „Gryfa Pomorskiego" na zlecenie Dambka. Dambek zlecił śledzenie Józefa Gierszewskiego po zdarzeniu które miało miejsce Suminach najprawdopodobniej 15.10.1942r. Tego dnia odbywało się w Suminach Zebranie Rady Naczelnej -Gryfa Pomorskiego" z udziałem Dambka i innych działaczy. O tym zebraniu wiedział Gierszewski - który powiadomił z kolei Jana Kaszubowskiego inspektora gdańskiego gestapo oraz Aleksandra Arenta etatowego pracownika gestapo. Na miejsce zebrania jechały dwa samochody z gestapo, które w odpowiednim czasie wykryły czujki chroniące zebranie i w odpowiednim czasie zebranie zostało przerwane, a uczestnicy tego zebrania poukrywali się. Od tego momentu Gierszewski był poddany śledzony przez wywiad „Gryfa Pomorskiego".

Na przełomie stycznie i lutego 1943 r. Józef Gierszewski został odsunięty od kierownictwa w „Gryfie Pomorskim". Sytuacja się wyjaśniła, kiedy został zamordowany Jan Bińczyk Komendant „Gryfa Pomorskiego", było to w maju 1943 r. Komendant Jan Bińczyk został zatrzymany przez „polskojęzyczną grupę gestapo". W skład tej grupy wchodził oczywiście Józef Gierszewski, który przecież współpracował z gestapo.

Jan Bińczyk został zaatakowany w Leśniczówce Młynki przez „polskojęzyczną grupę gestapo". Doszło do walki w trakcie której Bińczyk został ciężko ranny w udo i został zawieziony przez gestapo do szpitala w Chojnicach, a po
dwóch dniach został przewieziony na Gestapo na Kamienną Górę w Gdańsku, gdzie po torturowaniu zmarł. Łączniczka Gierszewskiego tj. Kurowska również była śledzona, bo podejrzewano ją o współpracę z gestapo.
Józef Gierszewski razem ze swoją kochanką Kurowska nocował dość często w leśniczówce w Młynkach Gierszewski zabrał z rodzinnego albumu zdjęcia rodziny Bińczyków i przekazał je na Gestapo celem łatwiejszego rozpoznania i aresztowania.
Potwierdził to Zygmunt Bińczyk - syn Jana Binczyka, który był razem z ojcem zatrzymany w jednej akcji przez gestapo. Widział on te zdjęcia na stole gestapo i okazywano mu te oraz inne zdjęcia, aby rozpoznał osoby na tych zdjęciach. W czasie kiedy została podjęta akcja śledzenia Gierszewskiego i Kurowską, Pomarańska która ich śledziła jechała pociągiem relacją Chojnice - Gdynia.
Na trasie w pociągu Pomarańska wskazała Kurowską innym wywiadowcą „Gryfa Pomorskiego".Wywiadowcy dalej śledzili Kurowska i Kurowska na Dworcu Głównym w Gdyni spotkała się z Kurtem Hagemanem - kapitanem Gestapo. Przekazała mu kopertę. Hageman wsiadł w pociąg relacji Gdynia Wejherowo. Wywiadowcy przed Wejherowem podeszli do Hagena aby wydał list, który dostał od Kurowskiej. W tym czasie Hageman wyciągnął broń, ale wywiadowcy go zastrzelili i zabrali list.
Z tego listu wynikało, że przesyłka ta zawierała zdjęcia i inne materiały dotyczące działaczy „Gryfa Pomorskiego'''. Była pewność, że te materiały Kurowska otrzymała od Józefa Gierszewskiego. To było powodem wydania wyroku na Józefa Gierszewskiego przez Sąd Wojskowy „Gryfa Pomorskiego”.
Był również wydany wyrok przez ten sąd na Kurowska. do wykonania wyroku nie doszło, bo Kurowska uciekła' i została przerzucona przez „polskojęzyczną grupę gestapo" a konkretnie przez Kaszubowskiego
inspektora gdańskiego gestapo do generalnego gubernatorstwa.

Wyrok na Józefie Gierszewskim został wykonany w miejscowości Dywana czerwiec/lipiec 1943r. Henryk Bińczyk syn Jana Bińczyka, który urodził się
1923 r. opowiadał mi osobiście, że sam chciał wykonać wyrok na Józefie Gierszewskim, ale sędzia, który wydał ten wyrok nie pozwolił mu na to mówiąc, że jest stroną, a wykonanie wyroku jest częścią procesu i nie może on tego wykonać.
Gierszewski Józef zaczął się ukrywać przed działaczami „Gryfa Pomorskiego" gdzieś od maja 1943 r. Ukrywał się on w Leśniczówce Dywan. Henryk Bińczyk zlokalizował kryjówkę Gierszewskiego w Dywanie na przełomie maja i czerwca 1943 r. o czym powiadomił wywiad „Gryfa Pomorskiego". Nie jest znana data wykonania wyroku na Józefie Gierszewskim. Natomiast Henryk Bińczyk rozmawiał z egzekutorami i od nich dowiedział się, że wyrok został wykonany przez rozstrzelanie po odczytaniu wyroku. Dokumenty, które przekazałem zawierają zeznania świadków i jednocześnie ukazują jak inne wyroki wydawane przez Sąd Wojskowy Gryfa Pomorskiego były wykonywane. Na czele Sądu Wojskowego „Gryfa Pomorskiego", który wydał m. in wyrok na Józefa Gierszewskiego stał zawodowy sędzia o pseudonimie „Biały".
Syn Józefa Gierszewskiego - Stanisław Gierszewski. który urodził się w 1929r. podjął ścisłą współpracę z „polskojęzyczną grupą gestapo" po wojnie, Ta grupa istnieje do dzisiaj. Arent niedawno umarł. Po wojnie ta grupa została przemianowana na UB. Bierut był działaczem „polskojęzycznej grupy gestapo", a później został prezydentem. Zaznaczam, że myśmy dotarli do żyjących świadków i nasze badania oparliśmy na ich relacjach, a spisywanie tych relacji jest zgodne ze sztuką archiwizacji nie tylko polską a wręcz światową. Świadkowie podpisywali te relacje przed sądem, albo przed notariuszem, a następnie m.in. były przekazywane do IPN.
Na pyt. pełn. pozwanego: Henryk Bińczyk zmarł, a Zygmunt Bińczyk żyje. Zygmunt Bińczyk urodził się w 1926 r. i posiada wiedzę na ten temat. Według Dambkowej, Wojewskiej, Pryczkowskiej nazwa „polskojęzyczna grupa gestapo" istniała już od 1935 r. tj. od spotkania Bieruta z Forsterem w Oliwie.

Znam relację księdza Władysława Szulty, który był proboszczem w Parafii Wytomino. Tą relację od Władysława Szulty odebrałem osobiście chyba w 2000 r.

W tym miejscu pełn.powoda oświadcza, iż świadkowi podpowiada strona.



Świadek dalej na pytanie pełn. pozwanego: prostuje było to w 2003r. Ksiądz Szulta miał wtedy 80 lat. Ksiądz Szulta to rocznik 1914. Kiedy ksiądz Szulta zmarł tego nie wie. Ksiądz Szulta napisał relacje na moja, prośbę. Chociaż sam z tyrn nosił się już od dość dawna. Kiedyś poprosiłem go o relację, bo wiedziałem, że był kapelanem „Gryfa. Pomorskie - to powiedział mi żebym przyszedł za 2 tygodnie. Przyszedłem do niego za 2 tygodnie i odebrałem od niego relację napisaną pismem maszynowym , bądź na komputerze i podpisaną przez niego. Kto konkretnie to napisał nie wiem czy ksiądz sam pisał na maszynie, czy też na komputerze, czy też to komuś dyktował. Z pewnością treść została sformułowana przez księdza Szultę. Zaznaczam, że jesteśmy w posiadaniu oryginału. Mówiąc rny mam na myśli Etos i Stowarzyszenie Dzieci Wojny w Polsce.

W tym miejscu Przewodnicząca zarządziła 15 minutową przerwę.
Po przerwie w tym samym skaldzie.

Świadek dalej zeznaje na pyt. pozwanego: „polskojęzyczna grupa gestapo" mieści się w pojęciu „piąta kolumna". Przy czym do tej „piątej kolumny” Bierut i Foster wybierali ludzi, którzy znali dobrze język polski, kaszubski i
lokalne warunki. Jednym z przywódców „polskojęzycznej grupy gestapo był Jan Kaszubowski. Ludzie skupieni wokół Jana Kaszubówskiego określani w
niektórych opracowaniach jako „Kaszubowski : inni" to nic innego jak członkowie „polskojęzycznej grupy gestapo”
Arent był członkiem „polskojęzycznej grupy gestapo". Działał przeciwko „Gryfowowcom” do końca swojego życia. Tj. do 2001 r. rrf do końca swojego życia tj. do 2001r.

Na pyt. pozwanej: z Janem Szalewskim poznałem w bardzo przykrych okolicznościach w 1946 r., kiedy robił on rewizję w moim domu na Żuławach. Pan Szalewski był wtedy w Powiatowym Urzędzie Bezpieczeństwa w Pruszczu Gdańskim.

Przewodnicząca uchyla pytanie: kiedy później spotkał pan Jana Szalewskiego.

Świadek dalej na pyt. pozwanej: Jan Szalewski razem z Józefie Gierszewskirn należeli do „polskojęzycznej grupy gestapo". Wiadomo z literatury jest, że Józef Gierszewski z Janem Szalewskim działali razem do same] śmierci Józefa Gier szewskiego. Według mojej wiedzy Jan Szalewski działał również po śmierci Józefa Gierszewskiego w ramach „polskojęzycznej grupy gestapo” i działał również po wojnie jako działacz UB w Powiatowym Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego w Pruszczu Gdańskim.

Na pyl. pełn. powoda: wiedzę na temat działalności TOW „Gryfa Kaszubsko -Pomorskiego" w tym również działalności w ramach tej organizacji Józefa Gierszewskiego, poza oświadczeniami i relacjami członków ..Gryfa Pomorskiego", w tym również ze sztabów dowódczych, posiadam również z dokumentów z archiwów w Gdańsku, Toruniu. Ja docierałem do różnych źródeł. Spotykałem się z Arentem, Kaszubowskim. Zapoznawałem się z literaturą dotyczącą tego tematu. Zapoznałem się z literaturą pisaną w czasie PRL-u - pisaną przez mojego wykładowcę historii Pana Jakubiaka. Poza opracowaniami pisanymi w ramach Stowarzyszenia Ofiar Dzieci Wojny O/Pomorski z pojęciem „polskojęzyczna grupa gestapo" nie spotkałem się w innych opracowaniach naukowych.
Na pyt. pełn. Powoda: czy dla świadka równoznacznym ze stwierdzeniem „polskojęzyczna grupa gestapo" jest stwierdzenie "piąta kolumna" ?. Dla mnie pojecie „polskojęzyczna grupa gestapo" i pojęcia „piąta kolumna" to pojęcia tożsame. Postępowanie, które toczyło się w IPN, a które zostało zakończone postanowieniem o umorzeniu śledztwa w dniu 26.10.2005r. w sprawie S.4/00/Zk toczyło się na wniosek złożony przez Zespół ds. Upamiętniania Etosu „Gryfa Pomorskiego ". a konkretnie przez Romana Dambka bratanka dowódcy „Gryfa Pomorskiego”. Do tego wniosku zostały dołączone wszystkie dokumenty, które znajdują się opracowaniach przedłożonych przeze mnie na rozprawie w dniu dzisiejszym, w tym również oświadczenia i relacje świadków. Znam treść postanowienia o umorzeniu śledztwa.

W tym miejscu pełn. powoda odczytał ostatni akapit str. 8 uzasadnienia postanowienia.
Po odczytaniu świadek oświadcza, iż stwierdznie to jest nieprawdziwe.

Na pyt. pełn. powoda: w toku tego postępowania przed IPN byłem słuchany w charakterze świadka. Nie przypominam sobie, aby przeciwko mojej osobie toczyło się jakieś postępowanie przeciwko mojej osobie toczyło się jakieś postępowanie o fałszowanie oświadczeń, o których jest mowa na str. 83 uzasadnienia.

Przewodnicząca uchyla pytanie czy pan kwestionuje, czy też nie, ustalenia prokuratora na str. 30 przedostatni akapit uzasadnienia , że istnienie „polskojęzycznej grupy gestapo” nie zostało podparte żadnymi wiarygodnymi dowodami.

Świadek dalej zeznaje na pyt. pełn. powoda czy ma pan jakikolwiek autorytety wśród historyków, bądź też autorytetem dla pana jest Wydział Historii Uniwersytetów zajmujących się badaniem nad dziejami walki z okupantem niemieckim na terenie Pomorza: świadek podaje: dla mnie autorytetem w przedmiocie ustalenia działalności Józefa Gierszewskiego w TOW „Gryf Pomorski" były relacje bezpośrednich świadków takich jak: Józefa Drewy- szef wywiadu i kontrwywiadu Gryfa Pomorskiego". Wojewska Gertruda, Pryczkowska.

Przewodnicząca uchyla pytanie; jakie świadek ma wykształcenie historyczne.

Pełn. powoda wnosi, żeby sąd pouczył świadka, żeby nie zwracał się do pełnomocnika bezpośrednio.

W tym miejscu Prezes powodowej fundacji oświadcza, iż prosi aby sąd potraktował jego powództwo w sposób poważny, a nie poganiać, że czas ucieka.

Na pyt powoda: byłem nauczycielem akademickim w Szkole Rybołówstwa Morskiego wykładałem historię badań morza. To co powiedziałem na temat mojej wiedzy odnośnie okoliczności działalności Józefa Gierszewskiego w TOW „Gryf Pomorski" według rnnie polega na prawdzie. Do takiego osądu doszedłem na podstawie zebranych materiałów, w tym m.in, na podstawie tych, które złożyłem do sądu w dniu dzisiejszym.
Ja odbierałem osobiście podpis księdza Szulty. Ksiądz Szulta oświadczenie to podpisywał w mojej obecności. W chwili kiedy podpisywał to oświadczenie miał 89 łat.

Na pytanie powoda: to powinien pan wiedzieć, w którym roku urodził się Józef Gierszewski.

Przewodnicząca po raz kolejny upomina powoda, że świadkowi należy zadawać pytanie, a nie prowadzić z nim polemikę.
Świadek dalej na pyt. powoda. Józef Gierszewski urodził się w 1900r. Na podstawie literatury jedni piszą, że Gierszewski brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej, a drodzy piszą, że nie brał udziału. Wiem, że literatura jest duża na temat Gierszewskiego. Jedni piszą, że brał udział w obronnej wojnie we wrześniu 1939 r. a inni piszą, że nie. Według moich własnych badań wynika, że nie brał udziału. Uciekł od rodziny ze swoją kochanką Kurowską i ukrywał się z nią w lasach. Nie brał udziału w żadnej partyzantce. Od Henryka Bińczyka odebrałem co najmniej 6 oświadczeń. Oświadczenia te odbierałem od niego w Bytowie. Henryk Bińczyk nie żyje zmarł ze 3 lata temu. Znałem Bińczyka kiedy mieszkał on w Bytowie. Bińczyk był w różnych placówkach. W Bytowie jest pochowany. Znane mi są nazwiska profesora Ciechanowskiego, Borzyszkowskiego, Gąsiorowskiego Andrzeja, Krzysztofa Sztajera. Byli to współpracownicy Aren ta. których Arent zatrudnił w Sztutthofie i pisali to, co im Arent kazał.
Zespół ds. Upamiętniania Etosu „Gryf Pomorski" jest to zespół, który działa w ramach Stowarzyszenia Dzieci Wojny, Bylem założycielem tego zespołu w czasie stanu wojennego. Jestem przewodniczącym tego zespołu.

Przewodnicząca upomina świadka, że nie jest od tego żeby zadawać pytania.

Świadek dalej zeznaje na pyt. pełn. Powoda: według mnie profesorowie, których wymieniłem jako współpracowników Arenta nadal działają przeciwko Kaszubom rnia i nadal utrzymują wersję UB.
Recenzentami opracowań, które złożyłem na dzisiejszej rozprawie są świadkowie . Nie są to opracowania recenzowane przez historyków.

Pełn. pozwanego wyjaśnia, iż pani Suchocka, przekazała świadkowi przed rozprawą dokumenty, jakie miała m.in. oświadczenie księdza Szulty.

Pełn. powoda oświadcza, iż podtrzymuje wniosek dowodowy złożony w piśmie procesowym z dnia 10.12.2007r. wskazany w pkt. III i IV.
Pełn.. pozwanego oświadcza, iż podtrzymuj wniosek o przesłuchanie w charakterze świadka Romana Dambka i Zygmunta Bińczyka. Cofa natomiast wniosek o przesłuchanie Henryka Bińczyka; gdyż świadek ten zmarł. Pozwani na to chcieliby powołać dodatkowych świadków takich jak: docenta Jakubiaka, na którego to powoływał się profesor Gasiorowski. Adres tego świadka podam w terminie 14 dni.

Staje powód, który wnosi o przeprowadzenie dowodu z przesłuchań charakterze świadków osób które poda na piśmie po przeanalizowaniu materiału, który znajduje się w aktach sprawy.
Pełnomocnicy stron zgodnie wnoszą aby sąd odroczył termin rozprawy na wrzesień, z uwagi na ukazanie się w najbliższym czasie książki prof. Andrzeja Gąsiorowskiego „Jan Kaszubowski vel Kassner - Gestapo - Smiersz - UB".

Pełn. powoda wnosi o doręczenie mu odpisu protokołu z dzisiejszej rozprawy.

Sąd postanowił:
l . rozprawę odroczyć na termin z urzędu.
2. zobowiązać pełn. stron do złożenia w terminie 14 dni ewentualnych wniosków dowodowych, których konieczność przeprowadzenia powstała w wyniku przeprowadzonego postępowania dowodowego.

Na oryginale właściwe podpisy.


http://www.najigoche.kaszuby.pl/artykul ... ol-sadowy/
Dagome Sędzia
 
Posty: 2819
Dołączył(a): 10 sty 2010 19:40

Re: Polskojęzyczni gestapowcy (później ubecy) na polskim Pomorzu

Postprzez Dagome Sędzia » 25 lis 2010 01:07

Wywiad w "ND" z W. Rekściem nt. depolonizacji i germanizacji historii Pomorza pod trwającym właśnie od 1989 r. reżymie magdalenkowskim. Jak widać, niemałą rolę odgrywają w tym niebezpiecznym procesie byli gestapowcy/ubecy wywodzący się z tzw. polskojęzycznej grupy Gestapo. Mam przeczucie, że jakby tak prześwietlić różne "organizacje społeczne" na Pomorzu i Kaszubach, nawołujące do różnych autonomii itp., to by się okazało, że czołowi ich działacze to ludzie wywodzący się z polskojęzycznej grupy Gestapo, albo ich krewni z któregoś tam już pokolenia.
"NASZ DZIENNIK"
Sobota-Niedziela, 4-5 sierpnia 2007, Nr 181 (2894)


Problemy z prezentacją historii Pomorza

Z Waldemarem Rekściem z Towarzystwa Opieki nad Zabytkami w Gdańsku rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler

Ostatnio w "Naszym Dzienniku" opublikowaliśmy wywiad z pełnomocnikiem wojewody pomorskiego ds. rewitalizacji Westerplatte, panem Mariuszem Wójtowiczem-Podhorskim, który ukazał zdumiewającą postawę władz miasta Gdańska wobec miejsca wyjątkowego bohaterstwa polskiego żołnierza. Dlaczego na Pomorzu nie dba się o polskie zabytki?
- Może nie tyle nie dba o polskie zabytki, ile jakby zapomina o polskich kartach historii Pomorza, także tych najnowszych, a nawet wręcz się je zaciera. Przeżyłem szok, gdy przeczytałem referat wygłoszony na zamku w Krokowej bodaj w roku 2002 przez pana Artura Jabłońskiego, historyka (!!!) z wykształcenia i obecnego prezesa Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego (ZKP), który m.in. oświadczył, że Polacy jakoby zjawili się na Pomorzu dopiero po II pokoju toruńskim, a więc po roku 1466. Widać port i gród gdański zbudowali w X wieku... Marsjanie. Ale trudno się dziwić różnym podobnym rzeczom, skoro dla części liderów rządzącej Pomorzem Gdańskim demoliberalnej opcji politycznej w wydanej w latach 80. pracy "naukowej" walczące po wojnie rozpaczliwie z UB i NKWD resztki "Gryfa Pomorskiego" i niedobitki wileńskiej AK to byli "bandyci w polskich mundurach".
Dzięki wyjątkowej wprost determinacji księdza infułata Stanisława Bogdanowicza, dyrektora i generalnego konserwatora zbiorów bazyliki Mariackiej mgr. Tomasza Korzeniowskiego oraz garstki ofiarnych wolontariuszy podjęto akcję poszukiwania grobu "polskiego Nelsona", czyli królewskiego admirała Arendta Dickmanna, zwycięscy bitwy pod Oliwą. Gdy zabrakło funduszy na kontynuowanie tych prac, mimo oficjalnych próśb władze miasta Gdańska początkowo odmówiły jakiejkolwiek pomocy finansowej. Dopiero gdy sprawą bardzo energicznie i skutecznie zajął się minister gospodarki morskiej Rafał Wiechecki z LPR, prezydent miasta Paweł Adamowicz w ogóle się tym zainteresował i zadeklarował jakieś fundusze.

Problem ten dotyka również innych miast na Pomorzu...
- Tak, to prawda. Zamek malborski przez większą część jego historii był w polskich rękach jako jeden z głównych arsenałów Rzeczypospolitej, rezydencja wojewody pomorskiego, jedna z rezydencji królów polskich, siedziba kolegium Jezuitów itd. Zasłynął m.in. z bohaterskiej obrony pod wodzą Jakuba Wejhera podczas potopu szwedzkiego, o czym wspomina w "Trylogii" Henryk Sienkiewicz. Tymczasem od kilkunastu lat odnosi się wrażenie, że polskie dzieje zamku są jakby usuwane w cień, a eksponuje się wyłącznie dzieje niemiecko-krzyżackie. Nie dość na tym, zamiast usuwać świadome zniekształcenia dokonane przez pruskich konserwatorów, którzy nie tylko starannie usunęli wszelkie ślady polskiej obecności na zamku, ale i świadomie zniekształcili jego architekturę, nadając jemu bardziej "germański", brzydki wygląd, te zniekształcenia się utrwala i przywraca.
Gdyby nie ofiarność wspaniałego pana Daniela Czapiewskiego, pochodzącego ze starej kaszubskiej szlachty zaściankowej, który w Szymbarku stworzył Centrum Edukacji i Promocji Regionu będące kapitalnym pokazem i lekcją polskiego patriotyzmu i historii, zapewne nigdy byśmy się nie doczekali żadnej ekspozycji pokazującej dzieje bohaterskiej Tajnej Organizacji Wojskowej "Gryf Pomorski".
Jakkolwiek władze hojnie rozdają różne ordery i inne odznaczenia, to jakoś nie słychać, aby uhonorowano nimi ostatnich żyjących przedstawicieli Polonii Wolnego Miasta Gdańska czy żyjących jeszcze weteranów "Gryfa Pomorskiego".
Za to nie szczędzi się pieniędzy na tablice upamiętniające Niemców, w tym tak kontrowersyjną postać jak Guenter Grass.
Być może przyczyn takiego stanu rzeczy należy szukać w powojennych dziejach utworzonej w roku 1935 przez Alberta Forstera polskojęzycznej grupy gestapo, wokół której nadal panuje zdumiewająca zmowa milczenia. Pani Zofia Lis, córka wybitnego działacza przedwojennej gdańskiej Polonii Jana Winieckiego, jeszcze w połowie lat 70. mówiła, że dawni polscy gdańszczanie są nadal szykanowani i prześladowani przez byłych gestapowców zajmujących wysokie stanowiska. Poza tym ruch oporu na Pomorzu Gdańskim tworzyli działacze Stronnictwa Narodowego, co też jest jakby nie w smak kręgom demoliberalnym. W efekcie tylko niektóre kościoły, jak kościół św. Brygidy w Gdańsku i św. Jacka w Słupsku, są prawdziwymi sanktuariami pamięci narodowej.

W samym Gdańsku pomniki upamiętniające bohaterstwo polskich żołnierzy powstały jeszcze przed rokiem 1989. Dlaczego obecnie ich się nie stawia?
- Zapewne z takich samych powodów, dla których się zaciera lub wręcz fałszuje polskie karty dziejów Pomorza, o czym swego czasu mówił były poseł dr Feliks Pieczka. Z jednej strony mamy euroentuzjastów, którzy nie chcą "razić" uczuć odwiedzających Gdańsk Niemców. Z drugiej - spadkobierców wspomnianej złowrogiej polskojęzycznej grupy gestapo, którzy jeszcze nie tak dawno wodzili rej nawet w ZBOWiD. Dość wspomnieć Alojzego P., który przez lata uchodził za wybitnego działacza gdańskiej Polonii, a o którym zachował się raport słynnego mjr. Żychonia z polskiego wywiadu, że "jest to wyjątkowo niebezpieczny agent Gestapo". Jeżeli pewien pan ma czelność na internetowej stronie napisać, że dla niego "miano Polaka to obelga" i ten człowiek jest aktywnym działaczem ZKP, to trudno się pewnym zjawiskom dziwić.
Jedyny pomnik upamiętniający ruch oporu na Kaszubach stoi na Złotej Górze przy Brodnicy Górnej. Jest tak koszmarny i o tak dwuznacznej politycznej wymowie, że kombatanci bezskutecznie żądają jego zmiany. Za to tylko desperacka akcja gdańskiego ZChN uratowała krzyż postawiony w miejscu śmierci twórcy i pierwszego dowódcy "Gryfa Pomorskiego" por. Józefa Dambka i sprawa ta do tej pory nie jest zakończona.

Budzi zaniepokojenie fakt, iż w wielu miejscowościach Pomorza Zachodniego, np. Winnikach koło Węgorzyna, restauruje się i odbudowuje pomniki ku czci żołnierzy Wehrmachtu. Mało tego, w parku "Dolina Miłości" w Zatoni Dolnej wciąż stoi ogromny głaz z napisem: "Deutschland, Deutschland über alles in der Welt". Jak Pan to skomentuje?
- Sam jestem inicjatorem akcji zebrania w jedno miejsce niszczejących grobów żołnierzy niemieckich porozrzucanych po sopockich lasach i pisałem o tym do lokalnego pisma "Riwiera". Tym bardziej że wielu z nich to byli Kaszubi - Polacy wcieleni do Wehrmachtu. Groby i cmentarze należy szanować. Ale pozostawianie pomników, o jakich pan redaktor mówi, to już jawny skandal, obciążający zarówno lokalne, jak i wojewódzkie władze. Wydaje mi się, że często gęsto mamy do czynienia z prymitywną chciwością i kryją się za tym pieniądze niemieckie lub zamiar przyciągnięcia niemieckich turystów. Takie same zjawiska miały miejsce na Mazurach z pomnikiem Bismarcka. Obowiązkiem władz jest położyć kres takim antypolskim poczynaniom.

Dlaczego na zabytki niepolskiego pochodzenia nie żałuje się pieniędzy, czego przykładem może być postawienie za blisko dwa miliony złotych kopii pomnika Colleoniego na szczecińskim placu Lotników, a nie troszczy się zbytnio o polskie monumenty? W tym samym mieście stoi pomnik Kornela Ujejskiego z ułamaną kartą "Chorału"...
- W tymże samym Szczecinie w ostatniej chwili dzięki akcji LPR uratowano cenną pamiątkę historyczną z okresu tak zwanej repatriacji. Sądzę, że za poczynaniami, o których pan redaktor mówi, kryją się euromaniacy lub wręcz sprzedawczyki gotowi zrobić wszystko za niemieckie pieniądze. Nie tak dawno wydano w Polsce "naukową" pracę mającą udowodnić, że w Bydgoszczy w roku 1939 hordy żądnych krwi polskich bandziorów mordowały pokój miłujących Niemców. U nas się szykanuje wydawnictwa narodowe, a jednocześnie toleruje ewidentnie antypolskie książki i najwyższy już czas, aby położyć temu kres.
Nie ma żadnego powodu, aby zacierać niemieckie karty dziejów Pomorza, byle tylko nie wybielać niemieckich zbrodni. Może i słusznie się honoruje zasłużonych niemieckich prezydentów Szczecina, ale tylko głębokie oburzenie i niesmak wzbudza fakt, że jednocześnie zupełnie się zapomina o tak zasłużonych dla tych ziem postaciach, jak pierwszy powojenny burmistrz Stargardu Szczecińskiego, który ryzykując, że znajdzie się w ubeckim więzieniu, uratował bezcenny, także dla światowej kultury, tamtejszy kościół Mariacki.
Można i trzeba odnawiać wartościowe pomniki z czasów niemieckich, ale odnosi się wrażenie, że jednocześnie zaczyna usuwać się w cień polskie karty dziejów Pomorza. W Słupsku nikt do tej pory nie pomyślał, aby upamiętnić godnym pomnikiem postać Kaźka Słupskiego, niedoszłego króla Polski. Przeciwko takim postawom protestuje coraz więcej osób, jak bardzo energiczna pani Jadwiga Gosiewska z Darłowa, nosząca się z zamiarem utworzenia organizacji, która zajmie się ratowaniem i promocją polskich pamiątek historycznych na tych ziemiach.

Czy zwiedzający Muzeum Miasta Sopotu w willi Claaszena muszą odnosić mylne wrażenie, że Sopot był zawsze niemieckim miastem, tzw. urdeutsche stadt? Próżno tam bowiem szukać informacji o prawdziwych dziejach Sopotu czy o przedwojennej sopockiej Polonii...
- Do tej pory w Muzeum Miasta Sopotu nie ma nawet cienia wzmianki o polskich kartach historii tego miasta i nikt nie pomyślał, aby w mieszczącej muzeum willi upamiętnić postać twórcy polskiej gospodarki morskiej, inżyniera Eugeniusza Kwiatkowskiego, który po wojnie mieszkał w tym budynku jako delegat rządu do spraw zagospodarowania Wybrzeża, czy utworzyć stałą ekspozycję poświęconą dziejom i męczeństwu przedwojennej sopockiej Polonii.
Ale - gwoli rzetelności - warto wspomnieć o wyjątkowo patriotycznie obchodzonym w Sopocie święcie 11 Listopada w asyście żołnierzy Morskiego Batalionu w historycznych mundurach, którzy w nocy z 1 na 2 września 1939 r. śmiałym atakiem wdarli się do Sopotu. Należy także z najwyższym uznaniem przyjąć zamysł postawienia w Sopocie pomnika Żołnierzy Wyklętych. Tylko bardzo istotne jest pytanie, komu tę inicjatywę zawdzięczamy?!

A dlaczego zignorowano postulaty, aby nowy most wantowy w Gdańsku nazwać imieniem majora Szendzielarza "Łupaszki", a także aby w odkrytych niedawno kazamatach ubeckich przy ul. Kurkowej, gdzie katowano i mordowano setki polskich patriotów, otworzyć Izbę Pamięci Narodowej?
- Szczególnym skandalem jest, że wyrzucono do kosza wniosek, aby zamaskowane po roku 1956 i niedawno odkryte dawne kazamaty UB przy ul. Kurkowej - miejsce kaźni i śmierci wielu polskich patriotów - zamienić w miejsce pamięci narodowej. Ale - podkreślam - genezy takiego postępowania należy szukać w powojennych dziejach polskojęzycznej grupy gestapo, która po wojnie wznowiła dawną "braterską" współpracę z NKWD i UB, jeszcze do niedawna mając znaczące wpływy.

Czy to prawda, że mało brakowało, aby na reprezentacyjnym skwerze Kościuszki w Gdyni stanął monument upamiętniający ofiary "bałtyckich tytaników", czyli niemieckich "turystów", którzy przybyli na Pomorze Gdańskie we wrześniu 1939 z tzw. wizytą przyjaźni, a także planowano w Pomorskim Katyniu - Lasach Piaśnickich, umieścić pamiątkową tablicę ku czci pomordowanych tam... Niemców?
- Tak, to prawda. Są to poczynania na poziomie osławionej pani Eriki Steinbach, które pod pretekstem chrześcijańskiego miłosierdzia mają zrównać kata z ofiarą. Nawet "Rotę" pierwotnie chciano wyeliminować w Gdańsku z programu ratuszowego carillonu w ramach "pojednania" z Niemcami. Po zajadłej walce, głównie dzięki postawie zasłużonego dla miasta prof. Andrzeja Januszajtisa i gdańskiego ZChN, "Rota" jest jeszcze wygrywana w południe.
http://www.sgw.com.pl/index.php?option= ... &Itemid=14


PS. "Rota", zgodnie z polityką prowadzoną przez prezydenta Pawła Adamowicza (właśnie wybranego przez tępy- jak wszędzie indziej zresztą- gdański motłoch na kolejną kadencję) została wymieniona na hymn eurokołchozu "Odę do radości". "Europeizacja" Pomorza trwa.
http://miroslaw-orzechowski.blog.onet.p ... 81296585,n

W tym miejscu warto przypomnieć wątek "Albin Siwak o przemówieniu Tuska w 1992 r.".
Dagome Sędzia
 
Posty: 2819
Dołączył(a): 10 sty 2010 19:40

Re: Polskojęzyczni gestapowcy (później ubecy) na polskim Pomorzu

Postprzez każdy » 25 lis 2010 17:15

LuesXXI napisał(a):No tak :)

Zdanie jest doskonale celne, ale - jednocześnie - złe, bo wypowiedział je Miller.
:)
każdy
 
Posty: 704
Dołączył(a): 25 wrz 2010 18:29

Re: Polskojęzyczni gestapowcy (później ubecy) na polskim Pomorzu

Postprzez Dagome Sędzia » 25 lis 2010 18:48

LudwikXXI napisał(a):Pan Dagome Sędzia nazywa większość głosujących Polaków "motłochem"
Brutalna prawda. Jak inaczej nazwać ludzi, którzy doprowadzają samych siebie (i swoje potomstwo) do zniszczenia? Jak nazwać ludzi, którzy bez mrugnięcia okiem dają sobie odbierać to, na co ich przodkowie pracowali pokoleniami i za co przelewali krew?

LudwikXXI napisał(a):i odsyła następnie do tekstu... Albina Siwaka.
To już wyjaśniłem tu.
Dagome Sędzia
 
Posty: 2819
Dołączył(a): 10 sty 2010 19:40

Re: Polskojęzyczni gestapowcy (później ubecy) na polskim Pomorzu

Postprzez Dagome Sędzia » 25 lis 2010 23:18

Tekst o powojennych losach Forstera. Relacja AK-owca Mieczysława Filipczaka, który po wojnie siedział w tym samym więzieniu, co Forster (ciekawostka: twierdzi, że dał Forsterowi kopniaka, za co trafił do karceru). AK-owiec relacjonuje, że Forster miał stosunkowo wręcz luksusowe warunki odsiadki i często wyjeżdżał poza więzienie (z ubeckich przecieków wynikało, że ściśle współpracował z NKWD i jeździł do Moskwy). AK-owiec pisze, że proces kata Pomorza bez wątpienia był mistyfikacją, a sam Forster stwierdził, że nie jest zaskoczony wyrokiem śmierci, gdyż miał zagwarantowane przez "wysokich urzędników”, że wyrok i tak nie zostanie wykonany. Według powszechnie panującej w tamtych latach opinii Forster po zmianie tożsamości został uwolniony i wyjechał do ZSRS (1952).
W tekście jest też ciekawy fragment o tym, że członkowie tzw. polskojęzycznej grupy Gestapo po wojnie wniknęli do sądownictwa wojskowego PRL, a jeden z nich, niejaki Nizio-Narski był członkiem składu sędziowskiego, który skazał na śmierć słynną 17-letnią Danutę Siedzikównę "Inkę".

Zbrodniarz, któremu darowano życie

GDAŃSK. W czasie mojego pobytu w gdańskim więzieniu przebywał w nim również Albert Forster. Kopnąłem Forstera w tyłek. Miał w swojej celi masę różnych książek, słowniki polskie, polską prasę i przybory do pisania. Według powszechnie panującej w tamtych latach opinii Forster po zmianie tożsamości został uwolniony i wyjechał do Rosji.

W czasie wojny mieszkałem we Lwowie. Tam wstąpiłem do Armii Krajowej. Po wojnie wraz z rodziną zostałem zmuszony do opuszczenia Lwowa. Przyjechałem do Gdańska i tu się osiedliłem. W 1946 r. zostałem aresztowany przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego (UB) i osadzony w gdańskim więzieniu przy Kurkowej. Przez zbrodnicze stalinowskie sądy zostałem skazany na sześć lat więzienia.

Będąc w gdańskim więzieniu spotykałem wielu żołnierzy Armii Krajowej, a także TOW ,,Gryf Pomorski”, WIN i NSZ.

W sierpniu 1946 r. zostali straceni 17-letnia Danuta Siedzikówna ,,Inka” i Feliks Selmanowicz ,,Zagończyk”

My, żołnierze Polskiego Państwa Podziemnego, którzy działaliśmy na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego, byliśmy w sposób szczególny prześladowani. Przesłuchiwano nas całymi dniami, a zwłaszcza nocami. Torturowano nas psychicznie i fizycznie, zmuszano do podpisywania fałszywych zeznań. Wiele osób nie przeżyło tych prześladowań. Mieszkaliśmy w fatalnych warunkach, w zatłoczonych celach. Nie wolno było nam posiadać gazet, książek, papieru, pióra, czy ołówka. W tym czasie wielu więźniów zostało skrytobójczo zamordowanych. Na innych dokonywano wyroków na podstawie zbrodniczych wyroków sądowych. W sierpniu 1946 r. została stracona 17 letnia Danuta Siedzikówna ,,Inka’ i Feliks Selmanowicz ,,Zagończyk”. Odmówiła podpisania prośby o ułaskawienie do Bolesława Bieruta. Obrońcy z urzędu miała oświadczyć: ,,Bolesław Bierut to pułkownik NKWD i agent Gestapo”. Przemycony do więzienia ,,Dziennik Bałtycki” już w tytule ,,Osiemnastoletnia dziewczyna katem…” kłamał informując o egzekucji.
Zamordowanie 17-letniej sanitariuszki było pogwałceniem przez Sąd Wojskowy w Gdańsku konwencji międzynarodowych dotyczących sposobu prowadzenia wojen. Wyrok na niej był nie tylko zbrodnią komunistyczną, ale i zbrodnią nazistowską, ponieważ w składzie sędziów skazujących ,,Inkę” na śmierć był pracujący w czasie wojny w Kriminalpolicei (Kripo) niemiecki oficer Nizio-Narski, członek polskojęzycznej grupy Gestapo powołanej przez Alberta Forstera w celu całkowitej germanizacji Pomorza. Po wojnie polskojęzyczna grupa Gestapo została wykorzystana przez UB i wniknęła również do ,,polskiego sądownictwa” wojskowego.

W czasie mojego pobytu w gdańskim więzieniu przebywał w nim również Albert Forster

Nam, Akowcom prześladowanym po wojnie przez komunistyczne ,,sądy” dobrze była znana skierowana przeciwko Polsce współpraca pomiędzy Gestapo i NKWD. Poprzedziła ją zmowa niemiecko – sowiecka, tj. zbrodniczy Pakt Ribbentrop – Mołotow. Na jego bazie dokonano w 1939 r. napadu i aneksji terytorium Polski, a także przeprowadzono likwidację warstwy przywódczej Narodu Polskiego (Zbrodnia Katyńska).
W czasie mojego pobytu w gdańskim więzieniu przebywał w nim również Albert Forster, gauleiter i namiestnik III Rzeszy w Okręgu Gdańsk – Prusy Zachodnie, szef NSDAP w Wolnym Mieście Gdańsku. Należał do najbliższych współpracowników Hitlera, był katem Pomorza, a także odpowiedzialnym za pogwałcenie Traktatu Wersalskiego, stworzenie dyktatury faszystowskiej i bezprawne przyłączenie WM Gdańska do Rzeszy. To Forster nakazał w pierwszej kolejności wymordowanie polskiego duchowieństwa katolickiego, nauczycieli i wojskowych. Jego zdaniem, to właśnie księża katoliccy sprawili, że pomorscy Polacy zachowali świadomość odrębności narodowej i kulturowej w latach 1772-1920. Zadanie powierzył polskojęzycznej grupie Gestapo, która bezwzględnie realizowała jego zbrodniczą politykę.
Albert Forster to jeden z największych zbrodniarzy niemieckich odpowiedzialny za eksterminację Polaków na Pomorzu. Już 2 września wysłano pierwszy transport inteligencji polskiej do okrytego ponurą sławą obozu pracy w Stutthofie (z czasem jego staraniem został przemianowany na obóz koncentracyjny KL Stutthof). Systematycznie też go rozbudowywał.

Kopnąłem Forstera w tyłek. Miał w swojej celi masę różnych książek, słowniki polskie, polską prasę i przybory do pisania

Do końca wojny zbrodniarz ten przebywał na Pomorzu Gdańskim, następnie zbiegł do Niemiec, gdzie został zatrzymany przez aliantów zachodnich. Na polecenie Bolesława Bieruta władze komunistyczne wystąpiły o jego ekstradycję do Polski. Do gdańskiego więzienia został przetransportowany we wrześniu 1946 r. Stanął przed Najwyższym Trybunałem Narodowym – polskim sądem specjalnym powołanym do osądzania zbrodniarzy hitlerowskich.
Przebywał teraz w gdańskim razem z nami. Jego pokazowy proces odbył się w pomieszczeniach gdańskiego operowego teatru. Było dla nas zaskoczeniem, że stalinowskie władze stworzyły zbrodniarzowi znacznie lepsze od naszych warunki. W porównaniu z naszymi jego były dla wręcz wspaniałe. Szybko zaczęliśmy przypuszczać, że jego uwięzienie to tylko gra pozorów. Polska, która była narzędziem w rękach Moskwy, tylko pozorowała przed społeczeństwem polskim, z jaką to niby determinacją władza ludowa ściga zbrodniarzy niemieckich. Forster chodził w cywilnym ubraniu, otrzymał też pojedynczą celę, taką w jakiej w 1917 r. był więziony tutaj Józef Piłsudski.
Forster często opuszczał więzienie na długi okres. Wtedy z przecieków z UB dochodziły do nas wiadomości, że ściśle współpracuje z NKWD i jeździ do Moskwy. My, żołnierze AK byliśmy oburzeni, że ten kat Pomorza, zbrodniarz wojenny cieszy się szacunkiem i uznaniem funkcjonariuszy UB.
Pewnego razu, wykonując jakby wolę kolegów z AK, kiedy znalazłem się w jego pobliżu, po prostu kopnąłem go w tyłek. Zostałem za to surowo i przykładnie ukarany. Osadzono mnie na kilka dni w karcerze. Forster miał w swojej celi masę różnych książek, słowniki polskie, polską prasę i przybory do pisania – przedmioty, jakich nikt z nas nie miał prawa posiadać. Intensywnie uczył się polskiego i rosyjskiego. Na rozprawach odpowiadał w języku polskim. Funkcjonariusz UB dostarczali mu paczki przekazywane za pośrednictwem Czerwonego Krzyża.

Nie był zaskoczony wyrokiem śmierci, ponieważ miał zagwarantowane przez ,,wysokich urzędników”, że wyrok i tak nie zostanie wykonany

Proces, który odbył się w kwietniu 1948 roku, był upozorowany i ustawiony, odbył się na użytek opinii publicznej. Jeden z największych zbrodniarzy hitlerowskich musiał być skazany na karę śmierci. Innego wyroku opinia publiczna by nie przyjęła. Żyły przecież tysiące rodzin na Pomorzu, którym w wyniku jego działalności zamordowano najbliższych. W tej sytuacji fałszerstwo musiało nastąpić w innej części, w zaniechaniu wykonania orzeczonej przez sąd kary śmierci na zbrodniarzu.
17- letnią sanitariuszkę ,,Inkę” zamordowano. Na zbrodniarzu wojennym Forsterze wyroku nie wykonano. Od 1948 do 1952 r. przewożono go w różne miejsca. W tym czasie ujawniał, co i gdzie zostało ukryte przed wejściem wojsk rosyjskich do Gdańska. Byli wtedy świadkowie, którzy widzieli, jak pod ścisłą strażą odbywało się odkopywanie różnych skrzyń, np. w ruinach byłej siedziby gauleitera. Wszystkie te skrzynie szybko przewożono do WUBP przy Okopowej. Sam Forster stwierdzał, że nie był zaskoczony wyrokiem śmierci, ponieważ miał zagwarantowane przez ,,wysokich urzędników”, że wyrok i tak nie zostanie wykonany.
Według powszechnie panującej w tamtych latach opinii Forster po zmianie tożsamości został uwolniony i wyjechał do Rosji. Tym samym jeden z największych zbrodniarzy wojennych miał zostać uwolniony w 1952 r. W tym samym czasie ,,polskie sądy” skazywały na śmierć największych polskich bohaterów, żołnierzy Armii Krajowej, takich jak Danuta Siedzikówna ,,Inka”, rotmistrz Witold Pilecki (dobrowolny więzień KL Auschwitz), czy dowódca Kedywu KG AK August Fieldorf ,,Nil”.



Mieczysław Filipczak
Prezes Zarządu Głównego
Związku Solidarności Polskich Kombatantów
http://www.portalpomorza.pl/aktualnosci ... 2010-10-01


PS. A tu zdjęcia "Forsterówki", czyli wojennej rezydencji Forstera, znajdującej się na gdańskiej Wyspie Sobieszewskiej:
http://www.trojmiasto.pl/Fosterowka-o2958.html
Dagome Sędzia
 
Posty: 2819
Dołączył(a): 10 sty 2010 19:40

Re: Polskojęzyczni gestapowcy (później ubecy) na polskim Pomorzu

Postprzez Dagome Sędzia » 25 lis 2010 23:30

LudwikXXI napisał(a):
Dagome Sędzia napisał(a):
LudwikXXI napisał(a):Pan Dagome Sędzia nazywa większość głosujących Polaków "motłochem"
Brutalna prawda. Jak inaczej nazwać ludzi, którzy doprowadzają samych siebie (i swoje potomstwo) do zniszczenia? Jak nazwać ludzi, którzy bez mrugnięcia okiem dają sobie odbierać to, na co ich przodkowie pracowali pokoleniami i za co przelewali krew?


To jest tylko i wyłącznie Pana opinia, pana opcja polityczna.
Nie. To jest rzeczywistość.

LudwikXXI napisał(a):I to, ze inni mają zdanie przeciwne do Pana (a jest ich więcej wśród Polaków),
JKM często powtarza, że głupich jest zawsze więcej i na tym bazują instalatorzy i obrońcy demokracji.

LudwikXXI napisał(a): nie upoważnia Pana, by tych inaczej myślących Polaków nazywać motłochem.
Jak najbardziej upoważnia, bo ja też żyję w Polsce i prowadząca do zguby postawa tępego motłochu dotknie również mnie i moich bliskich.
Dagome Sędzia
 
Posty: 2819
Dołączył(a): 10 sty 2010 19:40

Re: Polskojęzyczni gestapowcy (później ubecy) na polskim Pomorzu

Postprzez Dagome Sędzia » 26 lis 2010 01:12

A tu mały zbiór informacji o ideowo wywodzącej się z ruchu narodowego, a organizacyjnie opartej na bazie tzw. dywersji pozafrontowej, Tajnej Organizacji Wojskowej "Gryf Pomorski":
http://sitwp.umwp.pl/gryf_pomorski/index.htm
http://gryf-pomorski.prv.pl/
http://www.bibula.com/?p=19434

Krótki materiał z obchodów 65. rocznicy (21/22.III.2009) likwidacji bunkra "Gryfa Pomorskiego" przez Niemców koło wsi Męcikał:
http://www.youtube.com/watch?v=Sc4QpSJwlA4

Film dokumentalny pt. "Gryf Pomorski - powrót do wolności"
1) http://www.youtube.com/watch?v=ReVnBpID ... re=related
2) http://www.youtube.com/watch?v=wR54UsZP ... re=related
3) http://www.youtube.com/watch?v=7CiLQAOm ... re=related

oraz drugi dokument o tej organizacji pt. "Zapomniana historia. Zdeptana pamięć"
1) http://www.youtube.com/watch?v=z11lUrTY ... re=related
2) http://www.youtube.com/watch?v=T3RQSnok ... re=related
3) http://www.youtube.com/watch?v=nTcRkK1V ... re=related

a na koniec jeden z odcinków "Sensacji XX wieku" B. Wołoszańskiego o zamachu na Hitlera dokonanym przez partyzantów "Gryfa Pomorskiego"(sic!). Chcieli wysadzić osobisty pociąg Hitlera "Amerika", ale z powodu pewnego zbiegu okoliczności wysadzili inny:
1) http://www.youtube.com/watch?v=iPrUlV-R6v4
2) http://www.youtube.com/watch?v=WNBF8BzN ... re=related
3) http://www.youtube.com/watch?v=qhztIa3y ... re=related
4) http://www.youtube.com/watch?v=diwPijda ... re=related
5) http://www.youtube.com/watch?v=AYRkxTRz ... re=related
Dagome Sędzia
 
Posty: 2819
Dołączył(a): 10 sty 2010 19:40


Re: Polskojęzyczni gestapowcy (później ubecy) na polskim Pomorzu

Postprzez Dagome Sędzia » 16 sty 2011 11:39

Warto odnotować, że niedawno ukazała się książka nt. działalności tzw. polskojęzycznej grupy Gestapo:
Stefan Dargacz, "Zbrodnie polskojęzycznej grupy Gestapo przemianowanej po 1945 roku na UB", Gdynia 2010.
Dagome Sędzia
 
Posty: 2819
Dołączył(a): 10 sty 2010 19:40


Powrót do Europa i świat

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości